poniedziałek, grudnia 09, 2013

2.Diet Ballet

Bez żadnych  emocji wpatrywałam się w szybę okna i spływające po niej krople deszczu. Nie rozumiem nic z tej całej sytuacji. Mój  tajemniczy „kolega” siedzi obok mnie i skupiony prowadzi samochód, co jakiś czas spoglądając na mnie. Jedziemy jak na moje o wiele za długo, zresztą  nawet nie wiem, gdzie się wybieramy. Czy zabije mnie jeśli go o to zapytam? Chociaż to i tak bez znaczenia. To czy umrę dziś, czy jutro, a może za rok, nie robi na mnie największego wrażenia. Wreszcie stanie się to na co zasługuję. Moje rozmyślenia przerwało zatrzymanie się samochodu w nieznanej mi dotąd dzielnicy  Doncaster. Zdziwiona spojrzałam na chłopaka, a ten wyszedł z samochodu, zrobiłam minę WTF i za chwilę usłyszałam otwierające się drzwi od mojej strony.
- Wychodź – powiedział tym swoim niskim głosem, a ja bez większych sprzeciwów wykonałam jego polecenie i za chwilę poczułam zimne powietrze uderzające w moje nagie ciało spowodowane chłodną temperaturą powietrza, która wynosiła około 5 stopni.
- Chodź – pociągnął mnie mocno w stronę jakiejś nowoczesnej villi,  na co ja mruknęłam z bólu, który był wynikającego z wcześniejszej szarpaniny .
Byłam pewna, że on tego nie usłyszał, jednak pomyliłam się, ponieważ momentalnie spojrzał na moje czerwone nadgarstki i zmarszczył czoło.
- Co to jest? – zapytał wskazując na moje cięcia, na co ja spuściłam wzrok na swoje białe converse. Nie znam go, to z jakiej racji miałabym opowiadać mu o swoich problemach? Zresztą kogo to obchodzi.
- KURWA, nie umiesz mówić? – zapytał, a ja miałam ochotę  wydrzeć mu się prosto w twarz, że to nie jego interes, jednak zamiast tego zagryzłam dolną wargę, cały czas patrząc na ziemie, a do moich uszów dobiegło jego głośne wypuszczenie powietrza. Chyba go rozzłościłam.
- Idziemy – tym razem pociągną mnie trochę delikatniej. Jaki dżentelmen.
Zastanawiało mnie to czy on  mieszka tu sam, z rodzicami, czy może ma dziewczynę. On i mieszkanie z rodzicami? Jakoś mi się to nie klei.
- Gdzie idziemy? –  nawet nie wiedziałam, kiedy te słowa wydobyły się z moich ust.
- O, proszę, księżniczka jednak umie mówić – powiedział, a ja w myślach zaczęłam liczyć do dziesięciu. Gdy znaleźliśmy się przed dużymi drzwiami, dopiero wtedy mogłam ujrzeć twarz chłopaka. Był nawet całkiem przystojny, jego niebieskie oczy idealnie współgrały z nieładem we włosach. Skądś go znam.
Gdy w końcu weszliśmy do środka zobaczyłam duży przestronny salon, połączony z kuchnią. Na dużej kremowej kanapie siedziały dwie osoby, których twarzy  nie widziałam, ponieważ byli odwróceni tyłem do mnie. Ilustrując każdy szczegół pokoju natknęłam się na jakiś certyfikat z nazwiskiem Tomlinson. Boże czy ja…? Rany, wiedziałam, że kogoś mi przypomina! Brawo, Aria, jak zwykle ty to umiesz poznawać towarzystwo.
- Louis?! – usłyszałam krzyk jednego z osobników siedzącego na sofie. Przestraszona nerwowo zaczęłam bawić się moimi długimi palcami u dłoni.
- Nie, święta Elżbieta! – krzyknął po czym szybkim ruchem ściągnął z siebie swoją skórzaną kurtkę i rzucił ją gdzieś w kąt. Po cholerę ja mu tutaj jestem potrzebna?
- Idę do siebie! – krzyknął splatając swoją rękę z moją  w koszyczek. Jego zachowanie jak dla mnie jest bardzo dziwne. Przecież on teraz powinien przywiązać mnie do krzesła, a ja powinnam krzyczeć. To się nie trzyma scenariusza. No tak, zapomniałam, przecież to moje życie, nie żaden film, a ja nie jestem główną bohaterką, która jest piękna, chuda i popularna w szkole.
- Jak masz na imię? – zapytał, a ja nie byłam do końca przekonana, aby zdradzić mu swoje imię.
- Aria, a ty jesteś Louis? – powiedziałam po zebraniu wszystkich myśli w jedną całość.
-Tak, skąd wiedziałaś? - podniósł jedną brew ku górze.
- Takich osób się nie zapomina – wyszeptałam, a on gwałtownie przystanął.
- Jak to nie zapomina, przecież ja cię nie znam  – odparł zdziwiony, ale ja nie miałam najmniejszej ochoty wyjaśnić mu, dlaczego tak powiedziałam. Prawda jest taka, że dwa lata temu, gdy brał udział w tych  swoich nielegalnych  wyścigach  potrącił mojego przyjaciela.
 - Nie musisz mnie znać. Wystarczy, że ja ciebie znam  i wiesz co? Jesteś skończonym dupkiem, który nie widzi nic poza własnym czubkiem nosa! Powinieneś zginąć! Ty podły chuju – kierowało mną tyle emocji, że mogłabym cały czas wymieniać. Niestety moje słowa chyba bardzo zdenerwowały  Tomlinsona, ponieważ poczułam piekący policzek, spowodowany bliskim spotkaniem jego słoni z moją twarzą. Już jest skreślony – na całej linii.
- Zamknij się suko! – krzyknął.
- Nienawidzę cię! – nie wytrzymałam tego psychicznie i nerwowo, dlatego rozpłakałam się jak mała dziewczynka zsuwając się po ścianie. Skoro taki z niego twardziel, to niech idzie do więzienia za to co zrobił dziś w parku. Chciałabym, aby to był głupi sen, z którego zaraz się obudzę.
- Wstawaj – powiedział, a ja jeszcze mocniej podciągnęłam nogi pod podbródek.
Niech stąd idzie. Nie cierpię go! Nagle poczułam, jak jego ręce dotykają mojego grubego ciała. Zdenerwowana natychmiast go odepchnęłam i podniosłam się na równe nogi.
- Daj mi spokój! – krzyknęłam idąc w stronę schodów. Miałam nadzieję, że nie będzie mnie już zatrzymywać, ale jak zawsze się myliłam.
- Gdzie idziesz? – zapytał. Na co ja otarłam załzawione oczy.
- Do domu – powiedziałam schodząc ze schodów. Przechodząc przez salon natknęłam się na tego samego chłopaka, który wcześniej siedział  na sofie.
-Hej, kim jesteś? – zapytał uśmiechnięty, a ja go zignorowałam. Po prostu chciałam wyjść z tego pieprzonego domu czy tam villi.
Przekraczając futrynę drzwi byłam przerażona. Nie znam tej okolicy, pierwszy raz w życiu tu jestem i nie wiem, w którą stronę mam iść. Po krótkiej wyliczance postanowiłam skierować się  w prawo. Może chociaż raz życie mnie nie zawiedzie.
Na dworze panował mrok, jedyne światło jakie oświetlało mi drogę to księżyc w kształcie rogalika.
Nagle poczułam krople deszczu, podniosłam jedną ręką i poczułam jeszcze więcej spadających kropelek na moją skórę.
- Zajebiście – mruknęłam pod nosem, przecierając lodowatą skórę. Może i było mi zimno, ale wiedziałam, że to dobry znak. Organizm spala wtedy więcej kalorii, aby utrzymać stałą temperaturę w moim ciele.
Po co wyszłam na ten spacer? Straciłam przez to tyle godzin ćwiczeń. Może nie warto było zaprowadzać matki do tej sypialni i schodzić do tego zboczeńca. Wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej.
Gdy skręciłam tym razem w lewo zauważyłam jakichś chłopaków. Moją pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy  było „no kurwa”, a drugą „trzeba było zostać u Tomlinsona” . Z nadzieją, że jednak mnie nie zauważyli spuściłam wzrok na swoje nogi, które wprawione w ruch wyglądały jeszcze gorzej niż zwykle. Trzeba byłoby się wziąć za siebie. Delikatnie podniosłam głowę do góry, aby sprawdzić, gdzie jestem i zobaczyłam to czego najbardziej się obawiałam.
Dlaczego to zawsze ja mam takiego pecha do mężczyzn?
- Cześć laska – powiedział jeden z nich. Przeklinam teraz Boga, że jestem osobą nieśmiałą i zawsze jak mam się odezwać do obcej osoby mam wielką gulę w gardle.
- Dokąd się wybierasz? – zapytał  drugi  pchając  mnie  lekko w tył. Wypowiadając te słowa poczułam od niego sporą ilość alkoholu połączonego z dymem papierosowym. To nie skończy się dobrze – odezwał się ten głupi głos w głowie.
- Może stworzymy trójkącik? – zapytał, a mi przypomniała się scena z oblechem matki.
- Ona jest moja! – krzyknął ten pierwszy popychając drugiego. I bum zaczęła się kłótnia, co najdziwniejsze o mnie. Wykorzystując ich nieuwagę zaczęłam robić jeden krok w tył, potem drugi, aż w końcu odwróciłam się na pięcie i jak najszybciej umiałam pobiegłam w przeciwną stronę. Biegłam szybko, nie odwracając się w tył. Chyba dostałabym zawału, gdybym ujrzała ich za mną. Zatrzymałam się dopiero, na oko, jakieś dwie mile dalej. Teraz to już wcale nie wiem, gdzie jestem.
Spojrzałam w prawo i zauważyłam przystanek autobusowy. Po krótkim zastanowieniu ruszyłam w jego kierunku. Prześpię się tu do rana i jutro spytam kogoś o drogę. Ten plan wydawał mi się najsensowniejszy. Usiadłam na zimne plastikowe krzesło i podciągnęłam nogi pod podbródek, chowając głowę do środka.
To tylko pieprzony sen!

*

Poczułam jak ktoś mnie szarpie. Niechętnie otworzyłam jedno oko, potem drugie i dostałam latarką prosto po oczach.
- Przepraszam, co pani tutaj robi? – zapytał typowy policjant z brzuchem na wierzchu.
- Śpię? – opowiedziałam pytaniem na pytanie. - Dlaczego pan pyta? – zaciekawiłam się.
- Zgłosił się do nas anonimowy użytkownik, że zauważył kogoś w budce i tak oto jesteśmy – wytłumaczył.
- Dobrze – powiedziałam wstając. - Proszę dać nam dokumenty – powiedział ten drugi funkcjonariusz.
- Nie mam – powiedziałam znudzona.
- W takim razie pojedzie pani z nami – powiedział popychając mnie w stronę auta. Co tak agresywnie? To już nie można spać w budce autobusowej?
Wsiadając do auta oparłam głowę o łokieć i przymknęłam oczy. Jestem wykończona tym wszystkim. Chciałabym zasnąć na wieki.
- Niech się pani obudzi – usłyszałam głośny głos, na co momentalnie podniosłam powieki.
- Coś się stało? – zapytałam przerażona, a potem przypomniałam sobie wszystko.
Czyli jednak nie śniło mi  się to, że spałam jak bezdomna.
- Proszę się pospieszyć – popędzał mnie ten niemiły funkcjonariusz. Już go nie lubię.
- No idę – powiedziałam ziewając.
Zostałam skierowana do gabinetu nr 15, gdzie czekali na mnie ci sami policjanci.
- Proszę panów, jestem już pełnoletnia, nie zrobiłam nic nielegalnego, po prostu się zgubiłam. Możecie mnie wypuścić? – zaczęłam im tłumaczyć z nadzieją, że jednak puszczą mnie do domu.
- Jak to się pani zgubiła? – zdziwili się.
- Mam słabą orientacje w terenie – wyjaśniłam bezwładnie opadając na fotel.
- W takim razie nic pani tu nie trzyma – powiedział ten grubszy. Alleluja i za to go polubiłam.
-To po co tu z wami przyjechałam? - wściekłam się. Chociaż pewnie gdyby nie oni zamarzłabym.
- Przepisy – wyjaśnił. Z grzeczności podziękowałam im i wyszłam z tego pomieszczenia. Na całe szczęście wiem jak z tej ulicy dostać się do mojego domu.
Szkoda, że kiedy z niego uciekałam  nie wzięłam telefonu, ponieważ nie mogę teraz słuchać muzyki. Gdy weszłam na tą samą uliczkę, gdzie mieszkam moje uczucia były mieszane. Miałam nadzieję, że nie zastane już tego gnoja.
Przeszłam przez otwartą furtkę i niepewnym krokiem weszłam po schodach do drzwi.
- Raz się żyje – powiedziałam po cichu pchnąc lekko drzwi do przodu. Przekraczając próg futryny zobaczyłam taki sam bałagan, co wtedy, jak wybiegłam. Zrezygnowana weszłam głębiej i spojrzałam na zegarek 7:24 am. Zdążę  jeszcze wyszykować się do szkoły – pomyślałam i pobiegłam na górę do swojego pokoju.
Podeszłam do łóżka i spod niego wyciągnęłam mój notatnik. Musiałam sprawdzić jaki jest bilans  na dzisiejszy dzień.

Day 43 (Diet Ballet)
Woda i kawa + 100 przysiadów, 400 brzuszków, 500 skłonów, 200 grzbietów x3.
Ze skupieniem przeczytałam moje bazgroły i odłożyłam zeszyt tam gdzie był. Po raz 5 jestem na diecie Baletnicy i  muszę przyznać, że jestem z jej bardzo zadowolona.
 Niechętnie podeszłam do szafy i zilustrowałam wszystkie moje rzeczy. Większość z nich była w  ciemnych  kolorach. Posiadam również bluzki o żywszych barwach, ale założę je dopiero, kiedy schudnę, ponieważ są o dwa rozmiary mniejsze.  Moja motywacja, do której dążę.
Po dosyć długim zastanowieniu ubrałam się tak: {klik}
Gotowa udałam się do łazienki i posmarowałam twarz kremem nawilżającym i nałożyłam bardzo delikatny, prawie nie widoczny makijaż. Nie lubię się malować. Raczej stawiam na naturalne piękno, którego nie mam.
Ślamazarnym krokiem wyszłam z łazienki i podeszłam do biurka, wcześniej spoglądając na plan, jakie mam dzisiaj  lekcje.
Angielski, Matematyka, Biologia, Fizyka, Geografia i dwa WF. Chyba najgorsze ze wszystkich.
Z nadzieją, że odrobiłam wcześniej zadane prace domowe zaczęłam wrzucać wszystkie książki do torebki. WF mam w szafce, więc będę musiała wyjść trochę wcześniej, aby nie natknąć się na moją sąsiadkę.

*Szkoła

Przekraczając próg szkoły moje serce zamarło w piersiach na widok grupki dziewczyn. Typowych szkolnych plastików, chudych, pustych, które mają tonę tapety na twarzy. Nabrałam powietrza, które wypełniły moje płuca i powolnym krokiem ruszyłam w ich stronę. Dlaczego akurat to obok nich mam szkolną szafkę?
- Ooo, patrzcie kto idzie! – krzyknęła Mandi, odkładając puderniczkę do swojej skórzanej torebki. Zacisnęłam dłoń w pięść tak, że moje paznokcie wbijały się w skórę i zaczęłam liczyć do dziesięciu, aby im nie przywalić.
- Boże, spójrzcie na jej twarz, nie słyszałaś o czymś takim jak makijaż? – zapytała pokazując na mnie. Moje ręce  natychmiast zaczęły się trząść jak galaretki, a po plecach przeszły miliony ciarek. W tym momencie pożałowałam  tego, że wpadłam na genialny pomysł przyjścia do szkoły.
- Dasz spisać zadanie? – zapytała zawijając sobie mój kosmyk włosa w jej obślizgły palec. Gdy nic nie odpowiedziałam Juliett (druga z klonów) szarpnęła mnie za ramię, powodując, że z mojej torebki wysypała się cała zawartość.
- Hmm co było zadane? – powiedziała przeglądając moje zeszyty. Aby tego było mało musiał zadzwonić pierwszy dzwonek, co oznaczało, że mamy pięć minut do rozpoczęcia lekcji.
W szkole zaczęło pojawiać się coraz więcej młodzieży, którzy przechodzili przez korytarz, obok nas.
- Hej Mandi, pomóc w czymś? – podszedł do nas jej chłopak Markus, zastępca trenera w piłce ręcznej.
- Tak, ona zabrała mi mój błyszczyk i nazwała dziwką – powiedziała tym swoim  wymuszonym słodziutkim głosem, a mnie ścięło. Jak można być aż tak  bardzo zakłamaną świnią?
- Co ty sobie kurwa wyobrażasz? Nikt nie będzie obrażał mojej dziewczyny! – krzyknął popychając mnie do tyłu tak, że moje plecy miały bliskie spotkanie ze szkolnymi szafkami.
Jak na zawołanie obok nas zebrała się cała szkoła. To było krępujące.
Właśnie przez takie momenty chciałabym umrzeć. Gdy Markus podniósł gwałtownie swoją rękę w celu uderzenia mnie, zamarłam.
- Jakieś ostatnie słowo, szmato? – zapytał, drugą ręką chwytając moją koszulę.
- Zostaw ją KURWA! – usłyszałam znajomy głos. Nie, tylko nie on!


*

Kurczę , zawsze jak mam napisać  notatkę pod rozdziałem to zapominam co chciałam wam przekazać lub moje zdana są bezsensu .
Hmm .
*Pojawiła się zakładka informowani ( jeśli chcecie abym was informowała o  nowych rozdziałach napiszcie pod zakładką w komentarzu )
*Pojawił się aks. Zadawajcie tam pytania , które was dręczą do autorki lub bohaterów
15 komentarzy = next
 I ostatnie najważniejsze ! Dziękuję za miłe komentarze , one naprawdę dają motywacje i jeszcze większą chęć do pisania ♥


25 komentarzy:

  1. Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super!
    Cholera, ale się wciągnęłam! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć :)
    Możesz informować na maila jeśli chcesz, mi to tam rybka :D
    Świetny ten rozdział, chociaż, jak dla mnie akcja rozwija się za szybko xd Louis ją niby porwał, ona se wychodzi, tamten nic nie robi xD Dobre xD
    Nie cierpię takich plastików, budzą we mnie obrzydzenie normalnie :////
    Ble xd
    Czekam na nn, życzę weny i pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. O świetne, i w takim momencie kończysz? Nooo nie... Kiedy kolejny?

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm co do rozdziału to jest spoko. Raczej nie pojawiały się błędy. Czekam do następmego xoxox

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział! Podziwiam, ze taki długi. z niecierpliwością czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  6. CZEKAM NA NEXT !! SUPPER ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Boski jest, czekam na kolejne ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Podziwiam cię ;o jesteś boska ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. PER - FECT czekam na kolejny ;>

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię czytać dłuuugie rozdziały, super jest :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ojjjej jakie świetne *o*

    OdpowiedzUsuń
  12. Aaaa ja chcę kolejnee ♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Niezłe rozwinięcie akcji ;) czekam na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń
  14. No kurczę czemu nam to robisz, napisz kolejny no ;<

    OdpowiedzUsuń
  15. Fantastyczne , najlepsze co czytałam <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Fantastyczny, najlepszy jaki czytałam<3 <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Boski! Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
  18. Ojeju , naprawdę ciekawe. Strasznie lubię czytać tego typu opowiadania.
    Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  19. O Boże! Na tym blogu wszystko jest niesamowite. Rozdziały, szablon, nagłówek, a w szczególności autorka bloga. Piszesz z moim ulubionym marchewko żercą. Mam nadzieję, że jak tylko będziesz miała chwilę przerwy to zajrzysz na naszego nowego bloga na którym rozpoczęliśmy świąteczną serię imaginów z naszymi chłopcami. Czekamy z niecierpliwością na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo mi się podoba. Widzę, że masz już sporo komentarzy, więc nie będę powtarzać tego, co napisali inni. Dziękuję za komentarz pod moim rozdziałem i zapraszam na drugi: http://who-can-say-where-the-road-goes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeeeeeej :3 CUDOWNE!!! Wiem, że powtarzam to wszystko co pozostali czytelnicy, ale wiem, że każdy taki komentarz podnosi na duchu :). A twoje opowiadanie naprawdę mi się podoba, co ja mówię "podoba" ono jest zwyczajnie boskie :3!

    OdpowiedzUsuń
  22. Boże to jest boskie
    Zazdroszczę ci weny
    Juska

    OdpowiedzUsuń