niedziela, maja 11, 2014

25. Tak

56 komentarzy:

Dedykuje ten rozdział dziewczyną z ask,które czekały na ten moment  :) 
Louis *

Aria przed chwilą powiedziała, że mnie kocha. Niech mnie ktoś uszczypnie. Czy to naprawdę nie jest sen? Nadal nie mogę w to uwierzyć… Marzyłem, by usłyszeć te słowa z jej pięknych, malinowych  ust. To chyba najcudowniejszy dzień mojego życia! Louis, wróć już na Ziemię.Moja księżniczka wyglądała na zmęczoną, ale nie ma co się dziwić. Ona nie jest przyzwyczajona do widoku zabójstwa. Na mnie nie robi to wrażenia, bo nie raz widziałem podobne zdarzenia na własne oczy. W tym świecie to nic nadzwyczajnego. Tutaj, gdy komuś podpadniesz masz przerąbane. Zaczyna się walka i trwa tak długo, aż jedna osoba nie polegnie. Tu nie ma miejsca na kompromis. Trzeba mieć mocną psychikę, a Ar jest wrażliwą i czułą osobą. Gdy chciałem powiedzieć jej jak bardzo mi na  niej zależy i jak wielkie znaczenie mają dla mnie jej słowa, ona wtulona we mnie z zamkniętymi oczami, zasypiała na moim ramieniu. Przeniosłem ją na łóżko, aby było jej wygodniej i przykryłem kołdrą. Położyłem się obok niej w wpatrywałem jak w obrazek. Jest taka urocza, gdy śpi.
Aria *
Kręciłam się z boku na bok, aż w końcu przez moje niezdarstwo obudziłam śpiącego Louisa. Nie wiem ile spałam, ale to wystarczyło by w mojej głowie ułożył się koszmar. Śniło mi się, że kolega tego zabitego chłopaka znalazł mnie i chciał się zemścić za to, że nie zrobiłam nic, by mu pomóc. Tak naprawdę sama się o to obwiniam i jedyną odpowiednią karą dla mnie byłby podobny los do tego jaki spotkał ofiarę Harrego.
- Co się stało, że już nie śpisz? – spytał zmartwiony Louis.
- Miałam koszmar. Przepraszam, że obudziłeś się przeze mnie – odpowiedziałam ze smutkiem.
- Nie musisz przepraszać. Nie masz za co. Lepiej powiedz co Ci się śniło – opowiedziałam mu cały sen, a on objął mnie swoimi umięśnionymi ramionami. Czułam się w nich bezpieczna. Dzięki niemu mam siłę, by wałczyć z anoreksją. Dla niego chcę żyć.
- Aniołku, nie czuj się winna. Harry niezależnie od tego co byś zrobiła i tak by go zabił. Znam go już dość długo i wiem jaki jest. Ostrzegałem cię przed nim, bo zdaję sobie sprawę z tego, że nie potrafi panować nad agresją. Bałem się, że mógłby skrzywdzić też ciebie – mówił, patrząc mi prosto w oczy.
Nawet nie wiem, kiedy po moich policzkach spłynęły łzy. Nie wiedziałam, co mam myśleć.
- Nie płacz, proszę. Serce mi pęka, gdy to widzę – na jego twarzy malowało się zmartwienie.
- Jestem taka beznadziej… - Louis przerwał mi, składając pocałunek na moich ustach. Na początku byłam zaskoczona, ale po chwili odwzajemniałam go. Wiedziałam, że chłopak chce czegoś więcej, jednak czułam przed nim skrępowanie.
Całowaliśmy się coraz namiętniej. Tomlinson spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, ale domyśliłam się o co mu chodzi. Kiwnęłam głową na „tak”, a brunet się cwaniacko uśmiechnął.
Gdy chciał zdjąć moją koszulkę, odruchowo chwyciłam ją, uniemożliwiając mu czynność. Było to spowodowane myślą, że brunet może przerazić się widząc moje fałdy tłuszczu.
- Wiesz, że jeśli nie chcesz, nie musimy… - zaczął.
- Wiem, ale chcę tego – przerwałam mu.
Tym razem pozwoliłam zdjąć z siebie bluzkę. Rzucił ją gdzieś w kąt pokoju. Z każdym pocałunkiem schodził niżej. Postanowiłam, że skorzystam z mojego doświadczenia nabytego z burdelu. Okazuje się, że mogą być nawet jakieś pozytywy pobytu w tym miejscu.
Natychmiastowo zdjęłam górę piżamy z Louisa. On chcąc przyśpieszyć ten proces pozbawił mnie spodni, a ponieważ spałam dodatkowo w bieliźnie, nie pozostałam jeszcze całkiem naga. Miałam na sobie majtki i stanik. Chłopak zilustrował mnie od stóp do głowy.
- Masz idealną figurę – oznajmił.
Czy on ma problemy ze wzrokiem? Do ideału mi jeszcze bardzo wiele brakuje, ale w końcu dopnę swego i stanę się naprawdę chuda! Uznałam, że się nie odezwę, bo to pewnie zniszczyłoby tę cudowną chwilę.
Z rozmyśleń na temat mojej tuszy wyrwało mnie uczucie odpinanego biustonosza. Zanim się spostrzegłam nie miałam go już na sobie. Aby się zrekompensować jednym sprawnym ruchem zdjęłam bokserki Tomlinsona, w których spał. Był już całkiem goły. Mój wzrok powędrował na jego duże przyrodzenie, które miało na oko 19 cm. Chłopak wziął mnie na ręce i podszedł do łóżka. Ułożył mnie na nim delikatnie, a następnie położył swoje ręce na moich piersiach, składając gorące pocałunki na brzuchu. W tym czasie plątałam jego idealnie uczesane włosy. Był bardzo subtelny, czego się po nim nie spodziewałam, ale bardzo mnie to ucieszyło. Nagle przeszły mnie dreszcze, spowodowane tym, że Lou przygryzał moje sutki. To było przyjemne. Po chwili zaczął je ssać, bawił się. Rękoma schodził coraz niżej, aż dotarł do majtek. Szybkim ruchem zdjął je i zaczął mnie całować po kobiecości. Nie chciałam pozostać dłużna, dlatego przyłożyłam dłoń do jego przyjaciela i masowałam to miejsce. Wiedziałam, że mu się to podoba. Jego oddech przyspieszył. Teraz poruszałam ręką w górę i w dół, sprawiając mu jeszcze większą przyjemność.
- A-ria, jesteś cudowna – jęczał.
- Ciii, to dopiero początek – powiedziałam zmysłowym głosem.
Po tych słowach schyliłam głowę i wzięłam do buzi męskość bruneta. Poruszałam ustami coraz szybciej, a jego jęki stawały się głośniejsze z każdą chwilą.
- Za-zacze-kaj… Proszę… - dyszał.
Właściwie nie wiem dlaczego, ale wykonałam jego polecenie. Chłopak zmienił położenie tak, że natychmiast znalazł się na górze. Jego niebieskie oczka spotkały się z moim wzrokiem, kiedy poczułam jak we mnie wchodzi. Robił to powoli, był delikatny. Nie chciał sprawić mi bólu.
- Szybciej… - nie obawiałam się, ale to pewnie dlatego, że miałam już pewne doświadczenie.
Moja prośba została spełniona, a Tomlinson znacznie pospieszył. Dotarł do punktu G.
- Lo-lous! – krzyczałam głośno jego imię.
Chłopk nadal nasilał tempo, mimo że dokładnie czułam jak we mnie wchodzi i wychodzi. On również zaczął mruczeć pod nosem, a po chwili jęczeć. Doszliśmy w tym samym czasie.
- Byłaś świetna, skarbie – powiedział, opadając na łóżko.

- To była moja najlepsza noc. Dziękuję ci za nią – odparłam, a on złożył jeszcze pocałunek na moich ustach i za moment zasnęliśmy przytuleni do siebie.


Hi,
Kochani, rozdział nie pisałam ja tylko Patrycja, która od początku mojego blogowania jest ze mną .
To jej pierwszy rozdział i wyszedł jej naprawdę bardzo dobrze.
Mam nadzieję ,ze jesteście zadowoleni. Spróbuje się pośpieszyć z napisaniem następnego, ale informuję was ,że zbliżamy się do końca
50-następny
Podajcie swoje Nicki na twittera jeśli chcecie być nadal informowani J
Pytajcie na ask . Odpowiadam na wszystko x
See u ! 

czwartek, kwietnia 24, 2014

24.Tęskniłem

84 komentarze:
Dwa tygodnie później *

Cała spanikowana wybiegłam z pomieszczenia i kierowałam się przed siebie. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zdążyłam dobrze pomyśleć dokąd się udam. O ile moja orientacja w terenie mnie nie myli, uliczkę stąd znajduje się dom Louisa i jego znajomych. Co prawda moich też. Od dwóch tygodni się z nimi nie widziałam. Mój czas spędzałam z Harrym. Było w porządku do dzisiejszego wieczoru.

Razem z Stylesem, który trzymał mnie za rękę usiadłam na skórzaną sofę. Przy stole siedzieli już jego kumple, których imion jakoś nie pamiętam. Poprawka - nie starałam się ich zapamiętać. Z początku czułam się dziwnie w tym towarzystwie, ale szybko zapomniałam o komforcie za sprawą alkoholu. Oni do tego wciągali. Mój ostatni raz nie skończył się zbyt dobrze, dlatego nie biorę/ wciągam tego świństwa. Preferuję dobrą wódkę.
- Pójdę po napój - zaproponował Harry, a ja przygryzając lekko wargę, pokiwałam głową na znak zgody. Nie minęła chwila, a przed moimi oczyma pojawiła się oddalająca sylwetka bruneta. Swoją drogą, ma całkiem dobry tyłek. Co? Co? O czym ja teraz pomyślałam?
Ucieszyłam się w duchu, że nieświadomi luzie nie mają zdolności czytania w myślach, bo byłabym  dawno trupem. Nie mając co robić, spojrzałam w bok, gdzie moi „koledzy” rozpoczęli już zabawę.
Tym razem z… Przewróciłam teatralnie oczami, gdy zaproponowali mi, bym się poczęstowała. Nie znam się dokładnie na narkotykach i chyba przy tym pozostanę, chociaż ich inny, nowy towar coraz bardziej mnie zaskakuje.
- Proszę, księżniczko – Styles postawił przed moim nosem kolorowego drinka. Nie wiele myśląc, chwyciłam napój i wypiłam go.
Tak się zaczęła zabawa w „kto więcej wypije”. Po piątym przestałam już liczyć. Chyba nawet nie potrafiłam porachować do dziesięciu. Moje szare komórki na to nie pozwalały. Czułam się naprawdę wspaniale.
Przytyłam, razem z Nicki chodzę na terapię, na którą zapisał mnie Louis. Zamiast sięgać po żyletę, piję alkohol.
Jest to o wiele lepsze. Czułam się dobrze. Od niepamiętnych czasów czułam się dobrze.
Nie mogąc pogodzić się z tym, że stracę to o co tak długo walczyłam, zaczęłam topić smutki w procentach.
Tak więc po godzinnej zabawie miałam całkowity odlot. Wszystko mnie bawiło. Nawet nie przeszkadzały mi zaloty Harrego. Moje mięśnie całkowicie się rozluźniły, a mózg wyłączył, więc przeszliśmy do punku, dla  którego tu, tak naprawdę,  przyszliśmy, a mianowicie na handel narkotykami.
Na chwiejnych nogach przytrzymując się Harrego, ruszyliśmy na dwór - na zaplecze. Tam czekali klienci. Przez myśl przeszło mi, że chcą mnie zgwałcić, ale równie szybko jak pojawił się ten zamysł, tak odszedł.
Mocniej wtuliłam się w umięśnione ramię Stylesa i zaciągnęłam się jego perfumami, które nie były tak przyjemnie jak Louisa.
Wychodząc na dwór poczułam, jak zimne powietrze szczypie moje policzki. Było zimno, o czym nie tylko świadczyła gęsia skórka, ale także moją drżąca szczęka.
Za rogiem czekało dwóch chłopaków. Stali oparci o ceglaną budowę, a w ustach mieli papierosa.
Jeden z nich gdy nas zauważył, rzucił peta na ziemię i zdepnął podeszwą buta. Następnie skierowali się w naszą stronę. Nie wyglądali zbyt ciekawie, dlatego mocniej ścisnęłam rękę Harrego, na co on pochylił głowę do mojego ucha i szepnął „Nie bój się, księżniczko. Jesteś ze mną”. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Styles umie się bić, lecz nie czułam się przy nim bezpiecznie. To uczucie towarzyszyło mi tylko przy Louisie.
- Macie dla nas kasę? –  zapytał nerwowo Harry. W jego głosie było tyle jadu, że aż sama się przestraszyłam.
- Proszę, proszę. Kogo my tu mamy – zaśmiał się kupiec.
- Nick, nie mamy czasu. Dawaj albo inaczej porozmawiamy – odparł Harry jeszcze groźniej niż wcześniej. Nie znam umiejętności walki tamtych chłopaków, ale nie wyglądają na takich, którzy nie umieją się bić.
Pojawiła się w mojej głowie nadzieja, że jednak to Styles umie lepiej przywalić. Louis rozłożył dwa razy większego od siebie. Cholera, miałam przestać myśleć o Louisie Tomlinsonie i jego pieprzonej perfekcji.
Nim się spostrzegłam, Harry puścił moją dłoń i podszedł w kierunku tego chłopaka. On parsknął śmiechem i przybrał pozycję bojową. Widziałam, jak żyłka na szyi Hazzy coraz szybciej pulsuje, co oznaczało tylko jedno - kłopoty. Widziałam bruneta już nie raz w akcji i jego przeciwnicy wyszli w tym ledwo żywi. Louis przynajmniej umiał panować nad bójką. Nie, stop. Kurwa.
Strach to jedyne co  czułam. Jakiś koleś podszedł do mnie i zaczął ciągnąć w tył. Pisnęłam przerażona.
- Ha-hary – krzyczałam z nadzieją, że mnie usłyszy. On na dźwięk mojego głosu spojrzał w tył i gdy mnie spostrzegł został uderzony w głowę. To mój koniec. Jak mnie nie zabili wcześniej, tak dzisiaj umrę.
Nagle przystanęliśmy, a ja upadłam. Poczułam niesamowity ból w płacie potylicznym... Straciłam równowagę i wzrok.
Czy ja umarłam?
Otworzyłam oczy i podniosłam się. Chwyciłam się za głowę i próbowałam ją rozmasować. Bolało, to mało powiedziane. Myślałam, że to jeden z tych pieprzonych snów, ale to była rzeczywistość.
Zanim spostrzegłam, co się dzieje wokół mnie, trochę to potrwało. Wzrokiem zaczęłam szukać sylwetki Harrego. Stał przy ścianie, dusząc jakiegoś innego mężczyznę. Zgaduję, że mojego zabójcę.
On chce go zabić! – zaalarmował mnie mój mózg.
Na resztkach sił podniosłam się z ziemi i utykając na jedną z nóg, próbowałam odciągnąć Stylesa od tego typa, by go nie udusił.
- Harry, zabijesz go! Wystarczy – wrzeszczałam, płakałam. Nie mogłam się uspokoić. W jego oczach, które jakimś cudem dostrzegłam, przez opadające na twarz loki, było tyle nienawiści, złości…
- Odejdź stąd, Aria - warknął, jeszcze mocniej przygniatając go do ściany.
Poczułam jak ktoś próbuje mnie odciągnąć. Spojrzałam przez ramię i zobaczyłam Marka; ochroniarza - dobrego kolegę Harrego. Polubiłam go. Wydawał się całkiem rozsądny i przyjazny.
- Chodźmy stąd – szepnął. Posłałam mu smutne spojrzenie. – Nie powinienem tego robić – powiedział ostrzegawczo, po czym mnie puścił. Swój wzrok ponowie przeniosłam na Harrego, który już skończył.
Zabił go. Przeze mnie. Przez jego sylwetkę dostrzegłam leżące, już martwe, ciało tego chłopaka. Zadrżałam. Trzęsłam się jeszcze bardziej, niż zanim tu przyszłam.
Zabił go. To jest morderca. Ty też nim będziesz. Jesteś taka sama jak oni. Będziesz morderczynią.
Powoli zaczęłam wycofywać się w tył, aż znalazłam się w dosyć dalekiej odległości od niego, obróciłam się na pięcie i utykając uciekłam z tego miejsca. Zdawałam sobie sprawę z tego, że on mnie goni, ale biegłam.
Noga bolała mnie na prawdę mocno. Muszę być silna. Harry był tak zdenerwowany, że nie wiadomo co by mi teraz zrobił. Nie mogłam się poddać. Od tego zależało moje życie.
Biegnij.

Dziękowałam Bogu, że miałam na sobie trampki oraz o nie straciłam pamięci.
Nawet nie chciałam myśleć, co by było, gdybym nie wiedziała jak się nazywam, kim jestem i przede wszystkim dokąd mam iść. Ucieszyłam się w duchu, gdy zobaczyłam villę Louisa. Na ostatnich siłach wbiegłam na jego podwórko i wręcz rzuciłam się na te pieprzone drzwi. Zapukałam kilka razy jakby się paliło i cały czas oglądałam się za siebie, sprawdzałam czy nie ma za mną Harrego.
Gdy usłyszałam dźwięk przekręconego zamka, byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Drzwi się uchyliły, a w nich stanął zaspany Louis. Przetarł jedną ręką w nie dowierzeniu twarz, ale zanim zdążył coś powiedzieć rzuciłam się na niego i złączyłam nasze wargi. Nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Tęskniłam, tęsknie za nim. Cały czas o nim myślę, a fakt, iż jestem mega wstawiona nie pomaga mi w ukrywaniu uczuć. On lekko zszokowany, dopiero po chwili odwzajemnił pocałunek. Ułożyłam swoje ręce na jego kark i zaczęłam bawić się jego włosami, zawijając je wokół palca. On natomiast położył swoje silne dłonie na moje plecy i kreślił palcami jakieś wzorki. Po raz pierwszy chyba to ja przygniatałam go do ściany i nie chciałam puścić.
Ostatnim razem gdy się całowaliśmy ja uciekłam, ale dziś nie zamierzam tego zrobić. Uświadomiłam sobie teraz, w tym momencie ważną rzecz. Jak go nienawidziłam, tak teraz go kocham i chcę by był ze mną, a nie z Leski. Chcę budzić się obok niego, umrzeć przy nim. Chcę po prostu czuć się bezpieczna. O tak wiele proszę? Chce dla niego walczyć z anoreksją.
Zrobiło mi się gorąco. Moje serce waliło tak szybko jakby miało zaraz się przesilić. W moim brzuchu unosiło się pełno tak zwanych motylków. Kurwa, kocham go. Tak bardzo go kocham.
W końcu zabrakło nam tchu i zmuszeni byliśmy się odsunąć.
- Tęskniłem – powiedział, a ja zamarłam. Aria, myśl trzeźwo. Cholera, ale tak się nie da. I co teraz? Będziemy szczęśliwą parą jak w tych wszystkich filmach? W moim przełyku była wielka gula.
- Przepraszam, nie powinnam - co ja wyprawiam? On pewnie czekał na te podobne słowa.
- Nie masz za co. Proszę, wejdź do środka - widać było, że jego ciałem zawładnął szok. Zamknęłam za sobą drzwi i za Louisem ruszyłam do kuchni. Sama nie wiem dlaczego, ale mój wzrok spoczął na jego pośladku. Był seksowny.
Weszliśmy po schodach aż do jego pokoju. Panowały tutaj egipskie ciemności, ale wcale się nie ucieszyłam, gdy zapalił małą lampkę nocną.
- Płakałaś - zauważył, gdy nerwowo przecierałam swoją twarz. Pewnie jeszcze bardziej się pomazałam. Nawet jeśli próbowałabym zaprzeczyć i tak by mi nie uwierzył. Dlaczego to ja mam udawać silną?
Pokiwałam twierdząco głową, po czym schowałam ją w swoich dłoniach. Szlochałam. Louis podszedł do mnie, o czym świadczył ugięty materac i przytulił mnie.
- Nie płacz, księżniczko – powiedział, a we mnie coś pękło. Przed moimi oczami pojawił się Harry i to jak mordował tego chłopaka. Spojrzałam na niego i zaczęłam przesuwać się w bok, aż spotkałam przepaść. Prawie spadłam, gdyby nie jego silne ramiona.
- Zostaw mnie. Puść – zaczęłam go bić, kopać. I tym razem jego siła przeważyła moją. Przycisnął mnie do łóżka swoim ciałem i uniemożliwił jakikolwiek ruch. Odgarnął swoją ręką moje włosy, które rozwalone były po całej twarzy i przejechał palcem po dolnej wardze. Do moich oczu cisnęły się łzy, ale nie płakałam i można powiedzieć w miarę się uspokoiłam.
Jego ruch, każdy ruch był delikatny, taki prawdziwy.
Patrzałam w jego oczy tak samo jak on w moje.
- Nie bój się mnie, nie zrobię ci krzywdy – oświadczył, a ja za sprawą jego głosu spięłam swoje ciało. Działał na mnie jak narkotyk. Był doskonały. Kochałam każdą część jego ciała. Mimo to, że leżałam przygnieciona jego sylwetką, moje myśli wciąż krążyły wokół wcześniejszego wydarzenia. Nie mogłam, nie potrafiłam przestać myśleć o Harrym i tym chłopaku. Zabił go, a ja byłam świadkiem. Nie pomogłam mu. Jestem złym człowiekiem. Powinnam zdechnąć. Zepchnęłam ciało Louisa z siebie i ruszyłam w kierunku drzwi. Biegłam do łazienki. Chciałam się pociąć. Zabić się. Zasługuje na to samo, co ten chłopak. On przecież nic mi nie zrobił.
Tylko chciał cię zabić – odezwał się rozsądek.
Zamknij się!
Słyszałam ciężkie kroki Louisa, co oznaczało, że biegł za mną. Weszłam do łazienki i szybko zamknęłam ją na klucz. Myśl! – popędziłam się w myślach. Podeszłam do jednej z półek, potem drugiej i trzeciej aż w końcu znalazłam to co chciałam - żyletkę. Usiadłam na zimne płytki i zrobiłam nacięcie. Wszystko działo cię tak szybko.
- Jeszcze, jeszcze jedno – powtarzałam cicho pod nosem sama do siebie. – On zginął; ty też musisz – z moich oczu płynęło coraz więcej łez.  Podskoczyłam, gdy drzwi runęły, a w nich stanął zdenerwowany Louis.
Widząc mnie zakrwawioną, podbiegł  i ukucnął przede mną. Wyrwał z mojej ręki żyletkę i rzucił ją gdzieś na bok.
- Cholera! Aria! Coś ty myślała! – warknął zły. Nic nie odpowiedziałam, podciągnęłam nogi pod podbródek i przymknęłam oczy. – Jak możesz być taką egoistą! – powiedział, podnosząc mnie w górę. Usadził na muszli toaletowej, a sam podszedł do kranu.
- Nie jestem egoistką – odpowiedziałam, gdy mój mózg przeanalizował jego słowa. Na pewno nie jestem egoistką. Chciałam zabić się dla tego chłopaka. Moje sumienie nie wytrzymałoby takiej presji.
- Nie jesteś? – zapytał wrednie. – Gdybyś nią nie była, nie chciałabyś się zabić! – warknął, mocząc jeden z ręczników.
- Co to za różnica czy będę żyła?  Ciebie powinno to najmniej obchodzić – nie panowałam nad sobą, przyznaję. Jestem słaba psychicznie i zgubiłam się po drodze, ale teraz to już koniec.
Straciłam Louisa, straciłam wszystko.
- Ale obchodzi, wiesz dlaczego? – zapytał, a ja pokiwałam głową na „nie”. – Bo cię kurwa KOCHAM! Myślałem, że po dzisiejszym pocałunku… Zresztą nie ważne – powiedział, a jego głos lekko się złamał.
On powiedział, że mnie kocha? Jestem dziwna. Czekałam na ten moment długo, a gdy on nadszedł ja zwątpiłam? Powinnam się leczyć, ale nie na anoreksję tylko na głowę. Czy jest coś złego w tym, że się boję? Zranił mnie tyle razy.
Odegrałaś się już – odezwało się sumienie.
Muszę to dobrze rozegrać, by go nie stracić.  Im dłużej myślałam tym bardziej wzrastała we mnie chęć rozpłakania się.
- Przepraszam, okej? – podniosłam się na równe nogi i ruszyłam w kierunku wyważonych już drzwi. - Zasługujesz na kogoś lepszego, rozumiesz?  Nie jestem na tyle silna, by wygrać sama ze sobą. Zobaczysz, znajdziesz jeszcze lepszą kobietę, która będzie cię kochać. Mam nadzieje, że wyniosłeś coś z tego dziwnego związku ze mną – mówiłam, co mi ślina na język przyniesie. Bredziłam, alkohol w moich żyłach nie pomagał. Oczywiście moje dramatyczne napięcie  musiało się nie udać, gdyż potknęłam się o dywan. Wpadłam prosto w ramiona Tomlinsona, który mocno mnie przytulił. Po jego twarzy płynęły łzy.
- Jesteś pijana, odpoczniesz i jutro pójdziesz – gładził ręką moje plecy. Nie sprzeciwiałam się już. Pozwoliłam, by ułożył mnie na swoich ramionach i wyniósł z łazienki.
Jak najdelikatniej położył mnie na materacu łóżka i poszedł po apteczkę. Po chwili z nią wrócił, a potem zaczął opatrywać mój nadgarstek.
- Wiesz, że możesz mi powiedzieć? Jestem tu dla ciebie – odparł przerywając tym samym swoją czynność. Spojrzał w moje oczy i czekał na jakikolwiek ruch z mojej strony. Biłam się z myślami. Czy powinnam mu powiedzieć?
Milczałam. 

                                                                                ~*~

Leżałam na łóżku Louisa, a on leżał na ziemi. Kręciłam się jeszcze parę razy, aż w końcu nie wytrzymałam. Cały czas myślałam nad tym, że jeśli teraz nic nie zrobię, stracę go. Moje wcześniejsze słowa były wypowiedziane, bo bałam się.
- Lou – zaczęłam niepewnie. Jak na zawołanie podniósł się i usiadł czekając na moje słowa.

- Proszę, pomóż mi zapomnieć. Ja… Wiem, nie powiedziałam ci. Umm… Harry dzisiaj zabił człowieka na moich oczach, a ja mu nie pomogłam, rozumiesz? Moje myśli wciąż krążą wokół tego, przez co nie mogę się skupić na tobie i na tym jak bardzo cię kocham. Tak powiedziałam, że cię kocham – dodałam pewniej widząc jego zdziwioną minę.




Hey.
Jest szybko. Starałam się, hahhaha.
Jak wam się podoba ? Mi się osobiście nie podoba.
 W jednym w komentarzu było napisane, że w siebie nie wierzę. To prawda ,mam bardzo niską samoocenę.
Następny rozdział napiszę nasza PATRYCJA !! Jest to +18 więc bądźcie czujni.
Jeśli są tu jacyś  3-klasiści . Trzymam kciuki za was, aniołki.
No i ostatnie pytanie . Kto jest Larry Shipper ? To ważne . Jeśli nią jesteś napisz na końcu komentarza LS dziękuję.
Miłego dnia, kochani ! xx
60 komentarzy =next

piątek, kwietnia 18, 2014

23.Notatnik

64 komentarze:


********************************************************************************************
Siedzę oparta o ceglaną ścianę, a mój wzrok wlepiony jest w dłonie. Naprzeciw mnie siedzi Louis. Czuję się niezręcznie. Wczoraj za sprawą wypitego alkoholu łatwiej było nam rozpocząć rozmowę. Cały czas w głowie układałam sobie formułki, jakby przebiegła nasza rozmowa, gdybym zaczęła ją np. od zwykłego „Jak kac?”.
Czuję w sercu ulgę. Jutro już stąd wyjdę.
Chcąc, nie chcąc, muszę przeżyć te parę godzin. Cholera, dlaczego akurat teraz nie chce mi się spać?
- Aria, chcę się z tobą kolegować. Nie przekreślaj mnie na całej linii – zaczął cicho. Gdzie się podział ten pewny siebie chłopak?
- My się cały czas kolegowaliśmy, nic nas nie łączyło – starałam się, by mój ton był ostry.
Po raz pierwszy od dłuższej chwili odważyłam się na niego spojrzeć. Jego mina była pusta. Bez skrępowania wpatrywał się we mnie jak w obrazek i błądził wzrokiem za każdym moim ruchem.
O czym ja mam z nim rozmawiać? Nie umiem, nie potrafię, w mojej głowie znajduje się blokada, której nie potrafię przełamać. Nie ufam mu. Czy to jest złe?
Przyjaciółmi? Brakuje mi go. Straciłam w dzieciństwie ważną osobą, a teraz druga ma odejść? Potrząsnęłam głową, by odpędzić wspomnienia z przeszłości.
- Louis ja ci nie ufam, rozumiesz? – w końcu się odezwałam. - Próbuję cię zrozumieć, naprawdę. Tylko… Ty mnie nienawidzisz, jak ja mam z tobą normalnie rozmawiać? Nienawidzisz mnie i mojej choroby - nareszcie wypowiedziałam te słowa, które od jakiegoś czasu leżały mi na sercu.
Zamknęłam oczy i czekałam na najgorsze, czyli piekący policzek, ale gdy tego nie poczułam  przymrużonymi powiekami spojrzałam w jego stronę. Nie ruszał się. Miał przymknięte oczy i głowę odchyloną lekko w tył.
- Zanim trafiłem do domu dziecka, miałem patologiczną rodzinę. Mój ojciec był pedofilem. Przychodził do mnie codziennie wieczorem i mnie obmacywał. Byłem wtedy zbyt mały, by wiedzieć co to znaczy. Moja mama  dowiedziała się o tym przez przypadek, gdy miała chory pęcherz i wymagało to od niej nocnego wstawania do toalety za potrzebą  fizjologiczną.
Drzwi od mojego pokoju były uchylone no i zdziwiło ją jeszcze to, że nie ma obok ojca.
Pamiętam jak krzyczała i płakała. Wywaliła go z domu, a on nieco później został aresztowany.
W więzieniu długo nie przeżył, ponieważ nie miał tam życia. Ludzie, nawet za kratami, nie tolerują krzywdzenia dzieci. Popełnił samobójstwo. Moja mama załamała się. Zaczęła swoje przygody z facetami, a że była puszystą kobietą, przeszła na dietę. Na siłę szukała pocieszenia i tak się zaczęło… Nie jadła, ćwiczyła. Widziałem, jak chudnie w oczach. Powtarzałem, błagałem, ale mnie nie słuchała. Była uparta tak jak ty. Dążyła do celu, a ja nie mogłem z tym nic zrobić. Patrzałem, jak moja własna matka się stacza. Popadła w anoreksję i zostawiła mnie samego na tym świecie, dlatego tak mocno boję się o ciebie i o to, że ty też możesz mnie zostawić. Masz rację, nienawidzę tej choroby, ponieważ odebrała i odbiera mi najważniejsze kobiety w moim życiu - mówił to z takim spokojem, ale ja wiedziałam, że sprawia mu to wiele trudności.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, dlaczego on jest taki.
Jestem egoistką. Poczułam jak moje policzki zalewają litry łez. Nie mogłam się opanować. Po co miałby mnie kłamać? Wierze mu. Powiedział prawdę. Gdy mój obraz stał się cały rozmazany, przetarłam ręką powieki i z całej siły wpadłam w ramiona Louisa. Przytuliłam go tak mocno, jakby miał iść na ścięcie głowy. Miałam to gdzieś, że jestem na niego zła. Niemiłe wspomnienia odeszły w zapomnienie. Wiedziałam, że od teraz zmieni się wszystko, ale pomimo tego nie będziemy razem.
Siedzieliśmy tak przytuleni w totalnej ciszy. Co miałam powiedzieć? „Przykro mi, Louis. To nie zmieni faktu, że nie będziemy razem”? Chociaż cieszę się, bo już rozumiem, dlaczego tak zareagował na wieść o anoreksji i o moich cięciach. Zrobiło mi się naprawdę miło, gdy wspomniał o mnie. Tylko co miał na myśli, mówiąc najważniejsze kobiety w moim życiu? Czuję się zmieszana i zbita z tropu.
Było mi wstyd za to, jak się zachowałam. Szkoda, że wcześniej mi o tym nie powiedział. Mógłby postawić się na moim miejscu. Zrozumiałabym go, bo mi chyba też nie jest obojętny.
- Lou-is myślę, ż-e um… Nie. Zostańmy przyjaciółmi - w mojej głowie myśli splątały się w jeden kłębek. „Zostańmy przyjaciółmi” – idiotka ze mnie. Co to w ogóle za zdanie? Co teraz powinnam zrobić? Odepchnęłam go lekko od siebie i spojrzałam w jego oczy, w których były łzy!
- Dziękuję, księżniczko – powiedział, całując mój policzek. Biłam się przez chwilę sama ze sobą czy powinnam mu na to pozwolić, ale w końcu nie odsunęłam się. Brakowało mi tego, cholera. Przecież przyjaciele się całują w policzek, prawda?

Louis *


Muskając ustami jej policzek, musiałem mocno się hamować, by nie rzucić się na nią i jej nie pocałować.
Louis, ty beksalalo. Zachowujesz się jak te wszystkie baby w telenowelach lub w najgorszym wypadku faceci oglądający te gówna. No, ale skoro bycie wrednym nie wyszło, to przyjąłem inną taktykę. Mówiąc Arii o mojej przeszłości, wszystkie wspomnienia wróciły. Pomimo tego jaki mam szacunek dla kobiet, gdy dowiedziałem się od Ar, że choruje na anoreksję, nie chciałem się do niej przywiązywać. Wiedziałem jaka była moja mama – uparta. Brunetka jest taka sama. Nie słucha mnie, a ja chcę dla niej dobrze.
- Louis, ja umm… Będę jadła dla ciebie – po długiej ciszy po pomieszczeniu rozległ się cichy głos Arii. Czy ona powiedziała to zdanie na serio, czy ja już majaczę? Nie, nic nie piłem. Moja mała dziewczynka chce jeść. - Nie obiecuje ci nic, bo nie wiem jak to będzie.
- Pomogę ci – oznajmiłem, a ona szybko zaczęła kręcić głową.
- Nie. Mam Harrego, Nicki - poradzę sobie – uśmiechnęła się.
Gdy usłyszałem imię „Harry”, aż się we mnie zagotowało. Zdobył jej zaufanie szybciej ode mnie. On ją wykorzysta i zostawi, a ja wtedy powiem „A nie mówiłem?!”.
- Wiesz jakie mam zdanie na temat bruneta, ale nie znam tej Nicki – powiedziałem, patrząc cały czas w jej oczy, gdzie ona speszona spuszczała wzrok. Nic się nie zmieniło. Nadal jest nieśmiała.
Tęskniłem za tym widokiem, na serio. Chuj z tym, że zachowuję się teraz jak kobieta. Pierwszy raz w życiu spotkałem dziewczynę, która tak bardzo przypominała mi moją mamę. Tylko czy ja ją kocham? Odkąd się pokłóciliśmy, nocami o niej myślę, ale to tylko zauroczenie, prawda?
- Leżała ze mną w szpitalu – no tak, to wtedy Styles zdobył jej zaufanie. Odnoszę wrażenie, że on to robi, tylko by mi dopiec. Cholera. Dlaczego ja myślę o Arii pod kątem odzyskania, jak ja mam Leski?
- Liam wspominał – podrapałem się nerwowo po karku.

Aria *

Właśnie minęło 48 godzin i mogę opuścić lokal. Do pokoju, który dzieliłam z Louisem, wszedł mój ojciec. Kolana ugięły mi się pod nogami. Chryste, Panie! Bądź twardą suką! Otworzyłam usta ze zdziwienia, po czym zaraz je zamknęłam. Szlag, zapomniałam, że pracuje w policji. Jak mogłam to pominąć? Cóż, chyba byłam tak bardzo zamyślona, pijana, że nie skojarzyłam faktów. Było już za późno, by się wycofać.
- Ale ja cię ostrzegałem, mówiłem: wylądujesz przez niego za kratami. Ale nie, buntowniczka się znalazła - prychnął rozbawiony tą całą sytuacją. Nie miałam zamiaru być miła.
- Ostrzegać, a dopilnować to jest różnica – upomniałam go. Jego klatka piersiowa gwałtownie się podniosła i opadła. Zdenerwowałam go! Otarł swoją spoconą dłoń o skrawek koszuli, po czym odpiął guzik przyszyty u samej góry. Drugą ręką poprawił swoje czarne okulary.
- Przypominam ci, że nie jestem twoim kolegą - odgryzł się.
- A ja twoją córką. Gramy w tej samej lidze – uśmiechnęłam się zwycięsko. Chyba go rozzłościłam, bo poczerwieniał na twarzy. Na całe szczęście już nic nie powiedział, tylko zrezygnowany wyjął z tylniej kieszeni klucze. Zajęło to trochę czasu, zanim znalazł ten właściwy. Jakby nie mógł go sobie oznaczyć... Czułam jak irytuję się coraz bardziej. Ile można czekać? Po tych dwóch dobach chyba należy mi się wyjście na dwór i zaciągnięcie się świeżym powietrzem. Gdy w końcu siwowłosy mężczyzna znalazł kluczyk, włożył go i przekręcił, a kraty się osunęły. Wolność! Dłużej się nad tym zastanawiając, pobyt tutaj miał swoje plusy. Odzyskałam osobę, na której mi zależało. Oczywiście to co zaszło wczoraj wieczorem, nie oznacza nowego początku. Louis przez moje ostatnie szanse jest pewien, że znowu tak szybko mnie odzyska, ale nie tym razem. Chyba dostałam wyraźnie nauczkę. Przynajmniej gdy będę szła do Candy, odejdzie ode mnie te skrępowanie, zażenowanie przed Louisem.
- Odprowadzę cię – zaproponował Louis, a ja energicznie pokręciłam głową. Nie chcę, by Nicki go zobaczyła. Będzie zadawać mi tysiące pytań kto to jest i czy coś nas łączy. Spojrzałam przez ramie i zobaczyłam rozżaloną twarz bruneta. Jemu naprawdę zależy, by odbudować nasze relacje, a ja go odtrącam – odezwało się moje ego.
Uch, odwróciłam się do niego na pięcie i zatrzymałam go przytrzymując jego ramię.
- To do zobaczenia – moja wypowiedź zabrzmiała bardziej jak pytanie niż stwierdzenie. Co ja mam na to poradzić, że nigdy nie byłam i nie będę pewna swoich słów, które potrafią zranić.
- Do zobaczenia – powtórzył.
Nie byłam do końca przekonana czy pocałowanie go w policzek  byłoby odpowiednie, więc lekko po przyjacielsku objęłam go ramieniem. Do moich nozdrzy dotarł zapach perfum. Były wspaniałe. Louis miał na prawdę dobry gust.

*
Wolnym krokiem przemierzałam dosyć daleką odległość od posterunku policji do mojego domu, który obecnie dzielę z Nicki. Ciekawe czy ona tam jest? Zimne powietrze uderzało w moje policzki i podrażniało gardło. Minęły dwie doby, więc już wytrzeźwiałam, ale nadal nie czułam się zbyt dobrze. Moje myśli wciąż krążyły wokół jednego zdania, które wypowiedział wczoraj Louis -Popadła w anoreksję i zostawiła mnie samego na tym świecie , dlatego tak mocno boję się o ciebie i o to, że ty też możesz mnie zostawić. Masz rację, nienawidzę tej choroby, ponieważ odebrała i odbiera mi najważniejsze kobiety w moim życiu”. Czy jest jakiś przycisk, gdzie mogę to zatrzymać? Te wyznanie totalnie mnie podłamało. Dobrze wiedziałam, że i ja umrę, gdy nie będę jeść. Chciałam tego, ale teraz nie jestem taka pewna. Zwątpiłam. Nie, nie mogę wątpić w coś, w co tak długo wierzyłam! Przez te jego wyznania mam totalny bałagan w głowie. Dałam mu nadzieję, że zacznę jeść, ale prawda jest taka, że nie umiem i nie potrafię przełamać tej cholernej granicy w mojej głowie, która nie pozwala mi zjeść więcej, niż zapisane jest w programie. Uch, jestem taka sama jak jego matka? Z pewnością była to wspaniała kobieta. Te wydarzenia umocniły go, ale też zamknął się w sobie. Udaje twardego, a tak naprawdę jest słaby. Zachowuje się tak samo jak ja. Moja matka – dziwka; jego ojciec - pedofil. Ja spotkałam anę, a on świat wyścigów, dziewczyn i alkoholu. Rozumiem go i po raz pierwszy jest mi go żal. Oczywiście nie powiedziałabym mu tego w twarz, ponieważ pomimo jego przeszłości ma też duże ego, które łatwo urazić. Nie należy on do tej nielicznej grupki osób, którzy lubią jak ktoś się nad nimi użala. Wręcz przeciwnie. Jest silny, by udowodnić im jak bardzo się wszyscy mylili. Chcę pokazać, że sam też da radę. Pogubił się i patrzył co będzie dalej. Żył chwilą i nadal to robi. Nie obchodzi go to czy będzie na starość sam, a przecież młodym i pięknym nie jest się zawsze, prawda?
Nawet nie wiem, kiedy znalazłam się przed drzwiami mojego domu. Chyba potrzebowałam tego - porządnego zastanowienia się nad sobą. Będę walczyć. Nie wiem jak mi to wyjdzie. Nie zostawię Louisa, nigdy. Nawet jeśli umarłabym, to będę opiekować się nim z góry. Spotka miłość, ale nią nie będę ja. Zranię go. Kiedy zmieniłam do niego nastawienie? Jeszcze parę dni temu nienawidziłam go, a teraz? Rozczulam się nad nim i dałam mu już chyba trzecią szansę. Wciąż tkwię w tym błędnym kole. Cholera!
Zapukałam do drzwi, odczekałam chwilkę i zza progu futryny zobaczyłam Nicki. Wyglądała okropnie, podpuchnięte oczy, spuchnięte wargi, fryzura w nieładzie, blada cera. Bez namysłu rzuciłam się na nią i zamknęłam w szczelnym uścisku. Nie spała. To pewne.
- Martwiłam się – poczułam na mojej szyi jej łzy, które ciurkiem spływały z jej brązowych tęczówek. Zrobiło mi się jej żal. Nie mogłam do niej nawet zadzwonić, ponieważ telefon mi padł.
- Przepraszam – wyszeptałam do ucha, odgarniając przy tym kosmyk jej włosów.
Gdy pozbierałyśmy się, weszłyśmy do kuchni, zaproponowałam Nicki herbatę – zgodziła się.
Stałam przy czajniku, czekając, aż woda się zagotuje. Spojrzałam na wcześniej wyciągnięte przeze mnie z szafki dwa kubki, w których znajdowały się dwie saszetki herbaty. Jestem załamana. Zauważyłam na nadgarstku Nicki nowe cięcia. Tak wiem, sama nie jestem lepsza, bo to robię, ale ja mogę, ponieważ jestem beznadziejna i dla mnie nadzieja wygasła. Dla Nicki jest jakaś szansa. Boże, jaka ja jestem żałosna. Nicki mogła wyleczyć się z anoreksji, a ja naraziłam ją na śmierć. Cholera! Jestem egoistką w takim stopniu, że powinnam zostać sama.
Gdy usłyszałam charakterystyczne pstrykniecie czajnika, oznajmujące, że woda jest już w odpowiedniej temperaturze, zalałam herbatę.
Owinęłam swoimi palcami kubek i podniosłam go na wysokość ust. Upiłam łyk i natychmiast tego pożałowałam, ponieważ gorąca ciesz poparzyła mój język. Było to niesamowicie irytujące uczucie. Niby cię nie bolało, ale było takie dziwne, gdy dotykałam zębami tego miejsca.
Z hukiem odłożyłam kubek na swoje miejsce. Moje szczęście...
- Aria co się stało? Słyszałam, że kogoś pobiłaś – zaczęła brunetka. Wiedziałam, że ciekawość zżera ją od środka i nie mogła powstrzymać się z zadaniem tego pytania, ale sama na jej miejscu byłabym ciekawa. Zresztą czekała dwa dni bez wiedzy, co się ze mną stało, należą się jej wyjaśnienia, tym bardziej, że jest moja współlokatorką.
- Byłam na imprezie z Harrym i tam był Louis ze swoją nową dziewczyną. On cały czas na mnie patrzył. No to ja poszłam z Harrym zatańczyć no i Hazz mnie pocałował, by sprawdzić czy on jest zazdrosny. Był zazdrosny. Podszedł do nas i zaczął ze mną tańczyć, wcześniej pchnął Loczka do jego nowej dupy. W trakcie tańca ściskał moje nadgarstki tak, że nie dopływała do nich krew. Krzyknęłam i natychmiast podbiegł do nas Harry i zaczęli się bić. Gdy ochrona ich rozdzieliła poszłam do łazienki, a tam była ta laska Tomlinsona i zaczęła mnie obrażać. Nie wiem, dlaczego rzuciłam się na nią i pobiłam ją - Nicki zszokowana, stała oparta o blat i wpatrywała się we mnie z rozszerzonymi źrenicami. Przecież to normalne.
- Ty szaleńcu jeden – zaśmiała się gardłowo. Nie mogłam się nie uśmiechnąć. Opowiedziałam całą historię z komendy i aresztu z Louisem. Podsumowała to, że mam życie jak z filmu.

*

Przeprosiłam Nicki i poszłam się umyć. Nareszcie wanna! Ucieszyłam się na jej widok. Położyłam pidżamę na kosz od prania i podeszłam do kranu. Odkręciłam ciepłą wodę i zatknęłam kurek. W tym czasie gdy wanna się napełniała ja podeszłam do lustra i oczyściłam twarz. Tradycyjnie w dolnej szafki wyjęłam miarę krawiecką wysypując przy tym wszystkie żyletki jakie miałam. Na niektórych  była zaschnięta krew.
Rozebrałam z siebie rzeczy pozostając tylko w bieliźnie. Przez ostatnie lata nie widziałam takiego widoku. Na moim ciele nie było, żadnych świeżych cięć. Nie miałam na to czasu i żyletki.
Owinęłam się miarą wokół tali i wstrzymałam oddech. Nie ćwiczyłam, piłam alkohol, na pewno powiększyłam się o pięć razy. Po kilu sekundach odważyłam się spojrzeć w dół - 48 cm. Kurwa, za choinkę nie mogę przypomnieć sobie, ile miałam wtedy. Notatnik! Olśniło mnie.
Rzuciłam cienki pasek na płytki i odwróciłam się w stronę wanny. Na całe szczęście zapełniła się do połowy.
Usiadłam na dywaniku, który położony został przed wejściem do wanny i chwyciłam żyletkę do ręki.
Patrzałam się na nią przez dłuższą chwilę, obracając ją w palcach. To moja wina.
Jestem załamana tym, że Nicki cierpi. Wybaczyłam Louisowi, ale dlaczego cierpię? Boli mnie serce, czuję niepokój.
Nagle mój telefon zawibrował, co oznaczało, że dostałam wiadomość. Odłożyłam moją „koleżankę” i chwyciłam w dłonie komórkę. Przejechałam palcem po blokadzie i ujrzałam wiadomość od Louisa:
„Proszę, nie rób nic głupiego xL”


   

 Hejo!
Dodaje tak jak obiecałam. J
Wczoraj spadł mi cukier. Dowiedziałam się, że jeszcze więcej osób czyta mojego bloga.
Nie chce zawieszać bloga dlatego zmieniłam ask http://ask.fm/Susan_Bubble
Co do rozdziału nie wyszedł mi tak jak chciałam. Jest beznadziejny jak wszystkie poprzednie.
Role się odwróciły, hahah dobrze powiedziane !
Mam nadzieję, ze usyfakcjonował was rozdział .
60 komentarzy =next .
Miłego dnia !
 No i wesołych świąt ! xx



czwartek, kwietnia 17, 2014

22.Czasami miłość trwa, ale czasami zamiast tego rani

62 komentarze:
Louis *

Po kilku minutach gdy siedziałem tak bezczynnie, gapiąc się na jakiś pieprzony obraz, wreszcie ktoś raczył do mnie przyjść. Wyszczerzyłem oczy, gdy zobaczyłem we własnej osobie ojca Arii. Siwy mężczyzna podszedł do biurka, odsunął fotel, po czym na nim usiadł.
Założył na swój nos okulary i chwycił do ręki jakieś papiery.
- Louis Tomlinson, dlaczego mnie to nie dziwi? - zaśmiał się odkładając  papiery. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Siema - odparłem. Miałem to szczęście, że zawsze gdy byłem pijany, mówiłem, nie sepleniąc. Jedynym moim problemem było nie panowanie nad gniewem i emocjami, dlatego bardzo łatwo idzie mnie zdenerwować, rozdrażnić.
- Dawno cię tu nie było, aż się zdziwiłem - klasnął w dłonie, jakby odkrył lekarstwo na raka.
- Lepiej zapytaj z kim tutaj jestem - zaśmiałem się gardłowo. On zdezorientowany jeszcze raz spojrzał w papiery i gdy odnalazł nazwisko swojej córki zaczął się dusić.

Aria *
Siedzę na jednym z pojedynczych łóżek i tępo wpatruję się w ścianę. Zamknęli mnie na 48 godziny z Louisem w jednym pomieszczeniu. Zwariuje, zwariowałam… Potrzebny będzie lekarz.
Tomlinson poszedł na przesłuchanie, a ja czekam. W sumie powinnam się cieszyć, że go nie ma i nie musze go widzieć, ale to miejsce szczerze mnie przeraża. Te brudne ściany, łóżka w opłakanym stanie, a najgorsza w tym wszystkim jest toaleta. Znajduje się tutaj tylko jedno okno, które i tak jest zabarykadowane.
Pomimo tego, że nadal na moich barkach znajdowała się kurtka Louisa, na skórze widoczna była gęsia skórka. Zastanawia mnie to dlaczego on ostrzega mnie przed Harrym. To nie jego sprawa z kim będę się spotykać. Rozumiem, gdyby był moim ex i byłby zazdrosny, ale on akurat nie ma o co. O głupią anorektyczkę, jak to powiedział. Martwi mnie, bo pomimo tego jak bardzo go nienawidzę,  cały czas o nim myślę. Mój umysł nie może się uwolnić od Louisa pieprzonego Tomlinsona i jego pieprzonej perfekcji.
Po kilkunastominutowym siedzeniu, mój pośladek tak mi zdrętwiał, że zmuszona byłam zmienić pozycję. W tym wypadku z siedzącej na leżącą. Mój wzrok teraz wlepiony był w sufit.
Myślałam o wszystkim i o niczym. Może powinnam z Louisem pogadać? Może w końcu dowiem się, dlaczego mnie ostrzega, no i co miała, przede wszystkim, na myśli jego nowa dziewczyna, mówiąc, że cały czas o mnie myśli. Co mam przez to rozumieć? Uchhh… Tak dużo pytań, żadnej odpowiedzi.
Przekręcałam się z jednego boku na drugi, ponieważ strasznie mnie mdliło. Ogólnie czułam się dziwnie. Byłam zmęczona, wyczerpana. Jedyne czego chciałam to iść spać i tak też się stało. Podłożyłam pod głowę swoje ręce i zamknęłam powieki.
Nagle w mojej głowie  pojawiła się melodia i tekst piosenki:
Never mind, I'll find someone like you
(Nieważne znajdę kogoś takiego jak Ty)
I wish nothing but the best for you, too
(Nie życzę niczego innego tylko również wszystkiego najlepszego, dla ciebie)
Don't forget me, I beg, I remember you said
(Nie zapomnij mnie, błagam, będę pamiętać jak powiedziałeś)
Sometimes it lasts in love, but sometimes it hurts instead
(Czasami miłość trwa, ale czasami zamiast tego rani)
Sometimes it lasts in love, but sometimes it hurts instead

- Nie ma pan jaj? Ona śpi, jest wyczerpana. Przesłuchacie jej jutro - zawsze i wszędzie rozpoznam ten głos. Pomimo tego, że nie miałam siły otworzyć powiek, nie spałam. Nie wiem czemu, może zbudziły mnie te krzyki Louisa rzucane jak mniemam w stronę funkcjonariusza.
- Jest pijana i tak nic nie powie - dodał po chwili. To było słodkie; to, że się za mną postawił. Co? Co ja gadam?! Ty go nienawidzisz!
Dlaczego on jest dla mnie miły i mi pomaga? Czy w ten sposób chce spłacić jakiś dług, którego ja jakoś nie pamiętam, by mi wsiał? A może wzięło go sumienie za ten burdel i za to jak mnie traktował?
Ludzie, nawet ci najgorsi, się zmieniają. Kto wie, może niepotrzebnie zaatakowałam tą jego nową sukę, znaczy dziewczynę. Może to ona zmieniła go w tego faceta, który właściwie mnie bronił?
Po chwili nastała cisza. Chyba brunet wygrał. Wzdrygnęłam się, gdy poczułam jak on siada na moje łóżko. Czułam się nie zręcznie. Cholera, przecież ja niby udaję, że śpię. Oddychaj. Nagle jego ręka powędrowała na mój policzek, powodując tym samym miliony dreszczy plecach.
- Wiem, że nie śpisz - gdy usłyszałam jego słowa, moje ciało automatycznie się napięło. On wie, że kłamie, ale mam odtworzyć oczy czy udawać, że się pomylił? Szlag by to trafił. Zawsze wie, kiedy kłamię. Chwyciłam lewą ręką jego nadgarstek i zrzuciłam go z mojej twarzy, przewracając się równocześnie na plecy. Było mi głupio, nagle z miłego chłopaka wrócił ten sam kutas, którego znałam i mi się spodobał.
Dlaczego po głowie wciąż krąży mi ta głupia piosenka Adele o miłości? Przecież mnie i jego nic nie łączy.
- Dz-dziękuję - wyszeptałam po chwili. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Złe zagranie. Jego twarz znajdowała się zaledwie parę centymetrów od mojej. Czułam jego ciepły oddech na skórze. W moim brzuchu pojawiło się przyjemne uczucie, a serce przyspieszyło. Przestrzeń między nami była zbyt bliska. Jeśli teraz poprosi mnie o wybaczenie, wymięknę, złamie się i wybaczę mu.
Miałam być zimną suką. Nagle poprzednie wydarzenia, które były gdzieś w przeszłości od tak zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
- Za co, księżniczko? - uśmiechnął się. Czy wspominałam, że on ma nieziemski uśmiech?
- Pomogłeś mi - mimowolnie się uśmiechnęłam. To było strasznie naturalne. Nigdy nie uśmiechnęłam się prawdziwie - do dzisiaj. Zapanowała między nami grobowa cisza, ja wpatrywałam się w jego oczy, które oświetlał księżycowy blask, a on? Wpatrywał się we mnie i badał każdą część mojego ciała . Nie było niezręcznie. Nareszcie bez żadnego "ale" mogłam napatrzeć się na jego twarz bez żadnej skazy.
- Przepraszam - wypowiedział po chwili. Powiedział to, czego najbardziej się bałam. W mojej głowie wszystkie myśli się poplątały. Nie mogłam ułożyć prostego zdania. Wszystko było totalnie bezsensu i mogłoby urazić jego ego. Przypomniało mi się, gdy przepraszał mnie wtedy w burdelu. Był szczery, ale cholera nie zmienił się. Może taka osoba jak on nigdy się nie zmieni?
On przecież nie wie co to jest miłość i uczucie. Jego związki trwały jedną noc, to raczej przygody.
Powiedzieć dziewczynie, że się ją kocha, by pójść z nią do łóżka. Beznadzieja.
- Wybaczę ci, ale to nic miedzy nami nie zmieni – wyszeptałam i zamknęłam oczy.

*
 Obudziłam się rano na klatce piersiowej Louisa. Jak poparzona oderwałam się od niego i usiadłam na drugie łóżko naprzeciw tego, gdzie leżeliśmy. Leżał tak bezbronnie i uroczo. Wyglądał jak mały chłopczyk, który był szczęśliwy; nie Louis Tomlinson, którego poznałam.
Myślami wróciłam do naszej wczorajszej rozmowy. Był wtedy inny. Pijany. Co jeśli dzisiaj nie pamięta co powiedział? I to wszystko jest nieważne? Sama dziwie się, że ja to pamiętam. Po takiej ilości alkoholu jaką wypiłam, to naprawdę wielki wyczyn. Ponoć ludzie pijani mówią, co im ślina na język przyniesie, więc czy Louis na serio mnie przeprosił? Nie! On powtarzał to wiele razy i co? Za każdym razem zawiódł. Wczoraj mu uległam, ale to nie oznacza, że będzie tak samo jak na początku. Teraz jestem ostrożniejsza. Mniej ufam ludziom, a tym bardziej z takim charakterem jak on. Wzdrygnęłam się, gdy drzwi z hukiem się otworzyły, a w nich stanął funkcjonariusz. Nie był to ten sam co wczoraj. Pewnie się wymienili.
- Idziesz z nami – powiedział szorstko, otwierając kłódkę od krat. Podniosłam się z łóżka i ostatni raz spojrzałam na bruneta – spał, to dobrze. Razem z niskim mężczyzną udałam się do gabinetu.

*
 - No mów! – podskoczyłam na podniesiony głos policjanta. Siedziałam tutaj dopiero dziesięć minut, a już chciałam dać nogę. Było dokładnie tak jak w tych wszystkich filmach. Białe ściany, obrazy i duże biurko, zawalone stertą papierów. Pot spływał od mojego karku wzdłuż tułowia. Tylko uderzyłam dziewczynę, a traktują mnie, jakbym zabiła dwanaście osób. Tak, uderzyłam dziewczynę, w najmniejszym sensie tego słowa. Gdyby umiała się bić, wyszłaby z tego bez ani jednego uszczerbku na swoim ciele. To jest jej świat - nie mój. Poznałam go dopiero niedawno, a jestem bardziej wpasowana niż ona. Ułatwia mi moje dzieciństwo, w którym trzymałam z chłopakami. By tam przeżyć, trzeba było umieć się bronić, bo jeśli nie, to nie dostałeś nic do jedzenia lub po prostu obrywałeś w każdy, nawet najmniejszy, skrawek ciała.

Retrospekcja *

Siedziałam na jednym z foteli i w ręce trzymałam kawałek pizzy. Zjadłam już pięć, ale to nie był jakiś wielki rekord. Jamie, mój przyjaciel zjadł już chyba z dziesięć kawałków. W ten dzień właśnie odbywały się jego urodziny. Wśród zaproszonych gości byłam jedyną dziewczyną.
Nie ubrałam się jakoś szczególnie. Biała, obcisła bluzka, za duże dresy i włosy związane w już rozwalonego warkocza.
- Został ostatni kawałek – oświadczyła mama Jamiego, Marlena. Zaczęła się walka. Wszyscy jak poparzeni zerwali się z zajmowanych wcześniej miejsc i podbiegli do kuchni, a ja z nimi.
Byłam z nich najniższa, więc bez problemu przedostałam się po czworakach i byłam pierwsza, gdy oni się bili. Chwyciłam w swoje pulchne dłonie ostatni kawałek i kiedy chciałam go ugryźć, poczułam jak ktoś mnie popycha, a ja upadam z pizzą w ręce.
Gdy moje ciało spotkało się z ziemią, poczułam ból w każdej części ciała, ale mimo to nie poddałam się. Gdy chciałam się podnieść, znowu zostałam przygnieciona, gdyż zgłodniali chłopcy zaczęli się na mnie rzucać, robiąc, tak zwaną, kanapkę. Udało mi się wydostać jedną z nóg i konstrukcja się zawaliła. Na ostatnich siłach zrzuciłam ich ciała z siebie i podniosłam się na równe nogi. Mój oddech był przyspieszony. Oddychałam tak szybko, jakbym rodziła. Nie miałam kondycji.
Nadal z jedzeniem w ręce próbowałam wydostać się z kuchni. Gdy przekraczałam próg drzwi, ktoś chwycił moją kitkę i pociągnął do siebie, a ja znowu leżałam na ziemi. Instynktownie odwróciłam się na plecy i podniosłam nogi w górę, widząc Jamiego, który biegnie w moją stronę z zamiarem rzucenia się na mnie. Nie myliłam się. Po chwili jego ciężar ciała przygniótł moje nogi, a ja zaczęłam jak oszalała obijać jego plecy.
- Ałł Aria, oddaj to! – krzyczał między  kolejnymi ciosami. Wiem jak to wygląda. Dziesięciolatki bijące się o jedzenie w łagodniejszym znaczeniu tego słowa. Poczułam jak Jamie przekłada rękę na moje włosy i ciągnie za kucyka, na co upuściłam ciasto na podłogę.
Już chciał po nie sięgnąć, gdy ugryzłam go w rękę, a lewą nogą próbowałam kopnąć w czuły punkt.
- Aria daj spokój, to Jamie ma dzisiaj urodziny – powiedział Jony. Nie dałam za wygraną. Biłam się dalej, tak długo do puki nie przyszyła jego mama z druga pizzą.

*
 To nie wiarygodne jak z takiej flei poznałam anę i stałam się motylkiem. Trochę ostatnio zaniedbałam swoją dietę przez alkohol, ale obiecuję, że to nadrobię.
- Nie odnotowano tam mojej przyczyny tych odwiedzin? – suka. To jedyna myśl jaka chodziła mi teraz po głowie. Bądź zimną suką, nie daj się!
- Nie pozwalaj sobie, smarkulo! – funkcjonariusz zaostrzył swój ton głosu, a ja wtedy uświadomiłam sobie, że tak prędko stąd nie wyjdę. W sumie to całkiem w porządku. Nie będę musiała rozmawiać z Louisem, któremu nagle się odwidziało jak bardzo mnie nienawidzi.
Pomimo tego naprawdę chciałabym mu dać szansę. W sercu czuję pustkę, przywiązałam się do niego. Niestety to jest moja wada. Przywiązywanie się. Niezależnie od tego jak oschłe będą moje słowa, to serce będzie się krajało, gdy z nim rozmawiam. Pamiętam dokładnie wszystkie wspomnienia związane z nim. Naprawdę go polubiłam, pomimo tego jak mnie poniżał. Nie dziwię mu się. Nigdy nie miał styczności z taką chorobą. Może on nie widział, że istnieje takie coś jak anoreksja?
- Czy uderzyłaś panią Leksi Russo? – powiedział to z takim jadem, że się we mnie zagotowało.
- TAK, UDERZYŁAM TĄ SUKĘ, KURWA! - podniosłam się z krzesła, odsuwając je do tyłu. Mój oddech przyśpieszył, a serce waliło jak jakieś oszalałe. Adrenalina w krwi się podniosła, czułam jak, za sprawą ciśnienia, robię się koloru czerwonego. Mój krzyk był bardzo nieodpowiedni, ponieważ gdy dźwięk dotarł do mojego kanału słuchowego zgięłam się w pół z powodu bólu głowy. Idiotka – to pierwsze co przyszło mi na myśl. Wypiłam wczoraj dużo i dzisiaj naprawdę mam potężnego kaca.
- Wiemy to , ale nie wiemy dlaczego! – odgryzł się. Miałam wrażenie, że usatysfakcjonuje go to, że się tak denerwuję. Cholera, to po co zadawał mi to pytanie czy ją uderzyłam? Dobrze wiedział, że nie należałam do osób, z której wydobędzie się więcej informacji. A skąd wiedział? Bo ten facet był kolegom mojego ojca.
- I się nie dowiecie - warknęłam ostro.
- Wiesz ,że jeśli będziesz współpracować wszystko pójdzie łatwiej i być może dostaniesz niższą karę? – zapytał, a ja rozchyliłam wargi i wyszczerzyłam oczy, udając zdziwienie.

- No nie gadaj.


Hi.

Przepraszam, przepraszam. Narobiłam tyle zamieszania.
Nie zawieszę bloga, nie zrobię tego wam.
Oleję to. Chyba te osoby, które czytają go z mojej szkoły przeczytały moja notatkę, że ich nie chce .
**
Louis, miły Louis. Proszę nie piszcie i nie obrażajcie się na mnie, że on teraz gwałtownie się zmienił i wgl, że chcecie tego Bad.
Ludzie tez maja uczucia i serce.

*
Naprawdę się starałam . Mam napisany już następny rozdział wiec jeśli będzie pod tą notatką 60 komentarzy dodam next .
Miłego dnia , kochani ! x

piątek, kwietnia 11, 2014

Wyjasnienia

57 komentarzy:
Nnie zdawałam sobie sprawy jak dużo osób czyta moje bazgroły . Myślałam ,ze będzie was 30 , a tu 111 !
Kochani 
Wyjaśniam : dowiedziałam się przez przypadek ,że mojego bloga czytają nie chciane osoby z mojej szkoły  . Była już jakaś akcja na ask , ale olałam to . Kit z tym ,że one to czytają niech wiedzą ,że wiem i nie chce by to czytały ! 
Nie wiem co mam zrobić . Planowałam byście podali swojego twittera lub nie ( zwykły komentarz z kąta google , a ja wysłałabym do was wiadomość . )
Chciałam przenieść bloga , ale to nie wypaliło . Macie jakieś pomysły ?
Więc oficjalnie nie zawieszam bloga - jak na razie  xx
Miłego dnia , aniołki x 

*przepraszam za błędy .x